W ramach kampanii wyborczej Janusz Palikot zawitał do Torunia. Stawił się tam pod siedzibą "Radia Maryja" i skrytykował w ostrych słowach działalność rozgłośni radiowej Tadeusza Rydzyka. Domagał się przeprowadzenia natychmiastowej kontroli przez KRRiT, twierdząc, że toruńskie radio łamie przepisy koncesyjne, ponieważ nadaje reklamy i programy polityczne oraz rozpowszechnia skandaliczne wypowiedzi w sprawie m.in. metody in vitro. Według Palikota adekwatną karą dla "Radia Maryja" powinno być niezwłoczne odebranie koncesji. Korzystając ze sposobności, kandydat Twojego Ruchu na prezydenta RP nakleił banery z hasłem "Zrobię z nimi porządek" na płocie wokół siedziby toruńskiej rozgłośni.
Nie sposób zliczyć już, ile wcieleń ideologicznych miał Janusz Palikot. Nieliczni pamiętają go jako bezkompromisowego prawicowca z tygodnika "OZON". Znacznie szersza grupa wyborców wspomina go jako dobrego kumpla premiera Donalda Tuska - człowieka o liberalnych poglądach, który jak mało kto w Platformie Obywatelskiej potrafił "dołożyć" Jarosławowi Kaczyńskiemu. Jednak w pamięci większości obywateli prawdopodobnie zachował się wizerunek Palikota jako antykościelnego radykała, chwalącego się w świetle kamer aktem apostazji i walczącego o prawo do zawierania małżeństw przez homoseksualistów, przeprowadzania legalnej aborcji i posiadania marihuany na własny użytek. W tym okresie, kiedy założona przez Palikota partia odniosła sukces w wyborach parlamentarnych z 2011 roku, mogło wydawać się, że kontrowersyjny polityk znalazł swoją niszę i zadomowi się w niej na dobre.
Mimo parlamentarnej przygody formacja Janusza Palikota z powodu braku realnej i spójnej oferty dla wyborców zaczęła stopniowo dołować w sondażach, aż w końcu stanęła na krawędzi progu wyborczego. Kiedy nawet najbardziej zaufani poplecznicy zaczęli opuszczać swego partyjnego lidera, a jego wyniki sondażowe jako kandydata na prezydenta zwiastowały totalną porażkę, Palikot w środku kampanii prezydenckiej zmienił front i zaczął bić się w piersi za chorobliwy antyklerykalizm, jaki przejawiał w ostatnich latach. Mimo tego "nawrócenia" słupki procentowe ani drgnęły, toteż chwiejny ideologicznie poseł całkowicie się już pogubił i powrócił do dawnej śpiewki o ogłupiającym naród zacofanym kościele ze stajni ojca Rydzyka. Trzeba powiedzieć sobie szczerze, że ten polityk nikogo już sobie nie zjedna. Nieprawdopodobne przemiany wyborcy są w stanie zaakceptować u bohaterów seriali czy gier komputerowych. W polityce liczą się zaś wiarygodność i zaufanie, a te wartości Palikot bezpowrotnie utracił, depcząc je po drodze swojej politycznej kariery.
Mimo parlamentarnej przygody formacja Janusza Palikota z powodu braku realnej i spójnej oferty dla wyborców zaczęła stopniowo dołować w sondażach, aż w końcu stanęła na krawędzi progu wyborczego. Kiedy nawet najbardziej zaufani poplecznicy zaczęli opuszczać swego partyjnego lidera, a jego wyniki sondażowe jako kandydata na prezydenta zwiastowały totalną porażkę, Palikot w środku kampanii prezydenckiej zmienił front i zaczął bić się w piersi za chorobliwy antyklerykalizm, jaki przejawiał w ostatnich latach. Mimo tego "nawrócenia" słupki procentowe ani drgnęły, toteż chwiejny ideologicznie poseł całkowicie się już pogubił i powrócił do dawnej śpiewki o ogłupiającym naród zacofanym kościele ze stajni ojca Rydzyka. Trzeba powiedzieć sobie szczerze, że ten polityk nikogo już sobie nie zjedna. Nieprawdopodobne przemiany wyborcy są w stanie zaakceptować u bohaterów seriali czy gier komputerowych. W polityce liczą się zaś wiarygodność i zaufanie, a te wartości Palikot bezpowrotnie utracił, depcząc je po drodze swojej politycznej kariery.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz